La Gomera - właściwie nie do końca wiadomo co o niej sądzić. Kiedy tam przypłynęliśmy zszokowała nas, bo chyba czego innego się spodziewaliśmy. Na pewno nie takiej pustki i spokoju. Przez pierwsze dni chodziłam jak we śnie, bo czułam się jak w totalnie innym, oderwanym od rzeczywistości świecie. W zasadzie przez cały pobyt musiałam się szczypać w rękę, żeby poczuć, że nie śnię. I nawet jeszcze wsiadając na prom, opuszczając wyspę po ośmiodniowym pobycie, nie umiałam się do niej ustosunkować.
A teraz? Teraz mogę powiedzieć tylko jedno:
Jest super, super, super! I podobała mi się straszliwie!
Za nic nie poleciłabym jej nikomu na tzw. wakacje życia, ani też osobom marzącym o 5-cio gwiazdkowym hotelu, ofercie All Inclusive i wszelkiego typu rozrywkach.
Jest natomiast perfekcyjna dla tych co uwielbiają chodzić i stykać się z przyrodą. Szlaków jest tu w bród, i co jeden to fajniejszy. Do tego stare, świetnie zachowane lasy i przepiękne widoki.
No i te trzy wyspy wokoło! Żyć, nie umierać
To, co na początku tak bardzo mnie zaskoczyło zyskało w moich oczach w trochę późniejszym czasie. Że jest tu tak niewiele wiosek, że jest tak spokojnie, że nie ma takiego super-turystycznego miejsca, że ludzie są tacy a nie inni, że…
Ale to wszystko do siebie pasuje, jest tak fantastycznie spójne i tworzy tak niepowtarzalny klimat… Nawet nie wiesz kiedy ta harmonia całkowicie cię pochłania i stajesz się “więźniem” wyspy.
I nie ma rady - zawsze już tu będziesz wracać ![]()




