Następny przystanek to Agulo, wioska również na północnym wybrzeżu, ale już bardziej po wschodniej stronie wyspy. Jak wszystkie mieścinki - niewielka, za to ma prześliczne wąskie uliczki, szczególnie w rejonie tzw. starego miasta.
W jednej z nich po bokach umieszczone są takie okwiecone altanki z ławkami w środku. Trochę wygląda to jak przystanek autobusowy, tyle że ławki nie w tą stronę, no i styl nieco odmienny
I w jednej z takich altanek, pomiędzy ławeczkami siedziała sobie Jaszczurka.
Jaszczurki to taki nasz mały konik, więc jak i każda napotkana wcześniej (i później), tak i ta stała się naszym głównym obiektem do fotografowania
Jaszczurka siedziała sobie grzecznie na chodniczku, na takiej niewielkiej plamce czegoś, co z zapałem zjadała. Może nie będę opisywać z czym mi się to skojarzyło (Blee), i czym najprawdopodobniej było (Ble ble bleeee). U nas wiele miejsc jest często tak “ozdobionych”, szczególnie po zabawowych weekendach
Za to zaczęliśmy się zastanawiać czymże się żywią jaszczurki? Rzecz jasna - poza tym co wiedzieliśmy że jedzą. Nooo, to co widzieliśmy nie wyglądało na bardzo zachęcającą dietkę
Ale na szczęście nie obrzydziło nas to wcale a wcale i nadal chętnie byśmy taką sobie jaszczurę pohodowali
Oczywiście w Agulo widzieliśmy też co nieco poza tym nieszczęsnym stworzonkiem
. Tak więc w wioseczce, i naokoło niej pełno jest upraw bananowych i ogólnie cytrusowych. Ja uwielbiam banany, więc widok tych wiszących ogromnych kiści sprawia, że trochę mi odbija
Jest oczywiście też kościół - jak wszędzie. Ale, choć pewnie niektórzy mnie teraz przeklną, nie wydaje mi się, żeby było to najbardziej interesujące miejsca na Ziemi, więc ominę tu jego opis. Rozumiem zobaczyć jeden, dwa. Ale dziesiątki kościołów? W sumie każdy wygląda podobnie
No dobrze, podpadłam już chyba komu się dało, więc czas opuścić Agulo i pojechać do następnego miejsca
PS. I niech was do Agulo mój post nie zrazi. Naprawdę jest tam przesympatycznie! 